Zaczynam od Bródki.
Dlatego, że już go nie ma. Dlatego, że był najdelikatniejszy,najostrożniejszy.
Odszedł od nas 2010 r. Pojechałam do sklepu na 2 godziny, dosłownie. A jak wróciłam, nie było nawet jego miski. Tata też ją pogrzebał razem z nim. Teraz, kiedy reszta psów też ma swoje lata, za każdym razem kiedy wychodzę z domu, towarzyszy mi taki dziwny skurcz, strach czy co, że jak wrócę z pracy czy nawet z szybkich zakupów, to i tak się spóźnię. I tak kiedyś to się zdarzy, a ja nie zdążę ich uściskać na pożegnanie. Boję się, że one będą się bać samotności na ostatku.
Bródka został znaleziony po około 30 min w garażu, kiedy już nie oddychał. Pierwsze co pomyślałam to: jak on musiał się bać, bo tchórzem był zawsze. Wystarczył najmniejszy kawałek wacika do czyszczenia uszu np, a On już był w budzie. Co gorsze, innych też namawiał na ucieczkę. Na 100% mógł liczyć jednak tylko na Kropkę, swoją mamę. Uwielbiali łapać się za łapy i przewracać jeden drugiego. Była z nich niezła para przyjaciół.
Bródka urodził się cały czarny, jak węgielek, jak smoła. Stąd Agat, takie imię ma wpisane w książeczkę. Ale po pół roku zaczął siwieć:) Ot stał się Bródką, bo jego gładka sierść zaczęła sztywnieć i wichrzyć się. Od tego czasu, każdy kto spoglądał na naszą gromadkę, myślał, że Bródka to mama, bo taki siwy jak staruszek.
Ale fakt, że mówiono to do momentu zauważenia całej krasy tego psa:) Otóż o Bródce można powiedzieć, że był również najkochliwszy z całej Trójki. Niestraszne mu było rozrywanie brzucha, walki, wielkie rany zamiast łap, pysk nie do poznania. Tak! Niech żyje Miłość! Bródka zakochiwał się w mig. Ale przeprawę miał wielką. 2 braci, silniejszych i charakterniejszych od niego to pierwsza przeszkoda. Oczywiście, przegrywał z nimi, ale co użył, to jego. Większości wyprawy to były nocne. Dlatego znam jedynie efekt czy wynik końcowy. Szczęśliwy Bródka, bo pielęgnowany przez nas przez następne dni.
Ach, te baby. Jak to mówił mój dziadek Antek: wszystkie wojny bez baby były!! Same kuminy tylko ostały!!